CZCIONKA
KONTRAST

Rozum wygrywa z PiS  – zaszczepmy się!

Felieton 71

Szanowni Państwo!

 

Ruszyła akcja szczepień na koronawirusa. I choć na razie pierwszą dawkę przyjęło zaledwie kilkanaście tysięcy Polaków, to premier, minister zdrowia i część polityków Zjednoczonej Prawicy apelują o skorzystanie z tej możliwości. Ja także gorąco do tego zachęcam. Ale zadanie mielibyśmy łatwiejsze, gdyby nie dotychczasowa polityka rządu.

 

„Czy zamierzasz zaszczepić się przeciw COVID-19”? Zaledwie 43,4 proc. ankietowanych odpowiedziało „zdecydowanie tak” lub „raczej tak” w sondażu przeprowadzonym na zlecenie „Gazety Wyborczej”. Prawie identyczny odsetek (43,8 proc.) twierdzi, że zdecydowanie lub raczej się nie zaszczepi. Niespełna 13 procent nie ma w tej sprawie zdania. W innym sondażu – dla Wirtualnej Polski – niemal 48 procent ankietowanych powiedziało, że nie zaszczepi się ze względu na obawę przed powikłaniami lub z „innych względów”. Dla porównania: w Niemczech chęć zaszczepienia natychmiast lub w najbliższej przyszłości deklaruje dwie trzecie ankietowanych. Podobnie w Wielkiej Brytanii.

 

Jeśli – jak twierdzą eksperci – do powstrzymania pandemii potrzebne jest zaszczepienie 80 procent dorosłych Polaków, to do przekonania zostaje nam całkiem spora grupa. Część rządowych polityków oraz wspierających ich dziennikarzy zorientowała się, że mamy problem i na wyścigi zaczęli wzywać do bezwzględnego wspierania działań rządu.

 

Raz jeszcze podkreślam – zachęcam Państwa do szczepień i sam poddam się szczepieniu, jak tylko pojawi się taka możliwość.

 

Ale nie mam zamiaru zapominać o wszystkich głupstwach wypowiedzianych przez polityków Zjednoczonej Prawicy, o nieuzasadnionych lękach, które wzbudzali i fałszywych obietnicach, które próbowali przemycać – bo przez nie walka z pandemią jest dziś trudniejsza. Oto kilka przykładów.

 

Po pierwsze, wypowiedź Andrzeja Dudy, który w czasie kampanii, podczas transmitowanego w TVP spotkania w Końskich powiedział:

 

„Jeżeli chodzi o szczepionkę, absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych. Powiem Państwu otwarcie: ja osobiście nigdy się nie zaszczepiłem na grypę, bo uważam, że nie (!!!). (…) Uważam, że szczepienia na koronawirusa absolutnie nie powinny być obowiązkowe. Kto chce, jeżeli będzie szczepionka, niech się zaszczepi, ale kto nie chce, to jest jego osobista decyzja”.

 

Dziś Duda tłumaczy się, że nie jest antyszczepionkowcem, a jego wypowiedź została zmanipulowana. Najwyraźniej zmanipulować dała się też Naczelna Rada Lekarska, która w oficjalnym oświadczeniu napisała wówczas, że słowa Dudy zdają się „kwestionować wieloletni dorobek nauk medycznych w zakresie szczepień ochronnych”. I że „takimi wypowiedziami dla doraźnych celów kampanii wyborczej Prezydent RP podważa autorytet oraz zaufanie pacjentów do kadry medycznej oraz naraża pacjentów na ryzyko pogorszenia stanu zdrowia”.

 

Kiedy więc dziś Duda publicznie zachęca do szczepień, wielu jego wyborców ma prawo podchodzić do tych zachęt co najmniej sceptycznie.

 

Po drugie, ten sam Duda, tuż przed wyborami, udał się z wizytą do Stanów Zjednoczonych. Pamiętają Państwo z czym wrócił? „Polska jako pierwsza zostanie zaopatrzona przez USA w szczepionkę na koronawirusa” informowała „nieoficjalnie” rządowa stacja TVP Info. Sam prezydent na konferencji prasowej zapowiadał z kolei, że Polscy naukowcy będą blisko współpracować z amerykańskimi, dzięki czemu szczepionka niemal prosto z Waszyngtonu przyleci do Warszawy.

 

„W oczywisty sposób zakładam, że biorąc udział w pracach badawczych i tym samym będąc współtwórcami tych leków i szczepionek, Polacy będą mogli liczyć na to, że będą one dostępne dla Polaków jak najwcześniej” – mówił.

Można by na to machnąć ręką. W końcu to nie pierwsza megalomańska obietnica niespełniona przez tą władzę. Ale problem jest większy. Takimi zapowiedziami Duda stwarzał wrażenie, że droga do walki z pandemią wiedzie przez specjalne relacje z USA, które rzekomo wypracowaliśmy dzięki podlizywaniu się Trumpowi. W rzeczywistości szczepionki udało się zamówić i rozdysponować w całej Europie dzięki instytucjom Unii Europejskiej. Tej samej, do której podobno tylko dopłacamy, która jest pod butem Niemiec i która dybie na naszą suwerenność.

 

Polska startując do zakupów szczepionki samodzielnie, miałaby znacznie mniejszą siłę przetargową niż jako członek klubu 27 państw liczących łącznie ponad 445 milionów obywateli. Dzięki temu, że UE wsparła finansowo prace Pfizera, za szczepionkę zapłacimy o 24 procent mniej niż Stany Zjednoczone. W przypadku szczepionki wyprodukowanej przez AstraZeneca wspólnie z Uniwersytetem Oxfordzkim, UE zapłaci o 45 procent mniej od USA! Tylko w przypadku szczepionki firmy Moderna koszty dla państw europejskich będą o 20 procent wyższe niż w Stanach. Za szczepionkę Moderny ponad dwa razy więcej od UE zapłaci jednak Wielka Brytania – 37 dolarów zamiast 18. I to mimo że UE proponowała Brytyjczykom wspólne zakupy.

 

Ale o tym wszystkim panowie i panie z polskiego rządu mówić nie chcą, bo przecież lepiej Unią straszyć.

 

Po trzecie, podważanie przekonania o obiektywności nauki to stały element polityki Zjednoczonej Prawicy i nie ogranicza się do jednej wypowiedzi Dudy na temat niechęci do szczepień.

 

Europosłanka PiS Beata Mazurek w marcu stwierdziła na Twitterze, że „konkretne działania rządu i dyscyplina obywateli oraz modlitwa to najlepsza droga do pokonania epidemii”. Mateusz Morawiecki, wbrew opiniom ekspertów w lipcu zapewniał, że wirus „jest w odwrocie” i „już teraz nie trzeba się go bać”. Były Główny Inspektor Sanitarny, Jarosław Pinkas, na początku października brał udział w Pielgrzymce Inspekcji Sanitarnej na Jasnej Górze, gdzie nie tylko modlił się o ustanie pandemii, ale jednocześnie oświadczył, że „przy mocno okrojonych kadrach i niewielkich nakładach finansowych sprostaliśmy naszym zadaniom”. Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zamiast rozwojem nauki woli się zajmować nakłanianiem kobiet do rodzenia dzieci, bo – jak twierdzi – do tego stworzył je Bóg. Nie zapominajmy też o Andrzeju Dudzie, który w 2014 roku, jeszcze jako europoseł, wspólnie z byłym asystentem egzorcysty Dominikiem Tarczyńskim, nacierał się dla zdrowia łojem z ciała syryjskiej mistyczki.

 

Wielokrotnie o tym pisałem i powtórzę raz jeszcze – Zjednoczona Prawica to ugrupowanie antyoświeceniowe i antyrozumowe. I jeśli dziś politycy ZP nagle zapałali miłością do nauki i jej wytworów, niech wytłumaczą się z poprzednich wypowiedzi, które osiągnięcia nauki podważały.

 

Po czwarte, ZP to ekipa ksenofobiczna i nacjonalistyczna. Ile to razy słyszeliśmy, że Polska musi odzyskać rzekomo utraconą suwerenność, że największym zagrożeniem są dla nas imigranci, że musimy powstrzymać napór „zgniłego Zachodu”, i że pandemia pokazała, iż – jak mówił Morawiecki – „najistotniejsza jest rola państw narodowych”.

 

Pytam więc, dlaczego w takim razie za pośrednictwem Unii Europejskiej sprowadzamy szczepionkę z zagranicy i to jeszcze współtworzoną przez niemiecką (!) firmę założoną przez tureckich imigrantów (BioNTech) i inną firmę otwarcie wspierającą społeczności LGBT (Pfizer)?!

 

Naprawdę nie trzeba geniusza, żeby dostrzec rzecz oczywistą – pandemia całkowicie podważa obraz świata, który próbuje Polakom wciskać partia rządząca. Okazuje się, że Polska potrzebuje współpracy z innymi państwami europejskimi, że obecność w UE daje wymierne korzyści, że obietnice Donalda Trumpa można wsadzić między bajki, że to nauka

a nie przesądy, lepiej się sprawdza w sytuacji kryzysowej, zaś imigranci w Niemczech  mogą pomóc światu w powrocie do normalności.

 

Jeśli jednak politycy Zjednoczonej Prawicy nie chcą przyznać, że się mylili, zawsze mogą sięgnąć po szczepionkę wyprodukowaną w Rosji – kraju dalekim od Unii Europejskiej, gdzie geje boją się wyjść na ulicę, z opozycją walczy się za pomocą trucizny, a kościół idzie z autorytarną władzą ramię w ramię. Skoro Europa, nauka i oświecenie to zło, dlaczego nie kupili szczepionki od Władimira Putina?

 

***

 

Wreszcie, kiedy rząd po raz kolejny zapewni nas, że już wychodzimy z wirażu, pamiętajmy, jak wiele jeszcze przed nami. Dotychczasowe tempo szczepień nie zachwyca. Jak informuje „Rzeczpospolita” światowym „liderem pod względem średniej dobowej liczby szczepień w przeliczeniu na 100 tysięcy mieszkańców jest Izrael – wskaźnik ten wynosi tam 608”. W Wielkiej Brytanii to 60 osób. A w Polsce… 12,3.

 

To tym bardziej niepokojące, że już w październiku i listopadzie Polska była na jednym z najwyższych miejsc w Europie pod względem tzw. nadliczbowych zgonów. Mówiąc w pewnym uproszczeniu, liczba ta pokazuje, o ile osób więcej zmarło w tym roku w porównaniu do średniej z kilku lat poprzednich.

Dobrze by więc było, żeby rząd w końcu przyznał, że ich model walki z wirusem: tupolewizm plus pic – niestety, nie sprawdził się. Za bylejakość tej władzy zapłacili, jak zazwyczaj, choć tym razem tragicznie, zwykli Polacy.